Porwanie w Bejrucie rosjskiego dyplomaty i reakcja służb specjalnych

O Rosjanach można mówić wszystko, że są imperialni, okrutni i bezlitośni. Jednak jedno mozna im przyznać, że swoich obywalteli to szanują i jesli dzieje im się krzywda znajdą drania i zmasakrują. Przypadków odbijania własnych obywaleli z rąk terrorystów było sporo, ostatni miał miejsce podczas porwania statku "Moskowskij Uniwiersitiet" przez somalijskich piratów. Na pomoc Rosja wysłała w rejon Jemenu okręt wojenny "Marszał Szaposznikow". Na okręcie byli żołnierze Specnazu i szybko wybili z głowy niedoszłym piratom okup.

Natomiast 30 września 1985 roku terroryści Hezbollahu porwali w Bejrucie czterech sowieckich dyplomatów. Kilka dni później ciało jednego z nich, Arkadego Katkowa zostało znalezione na ulicy posiekane kulami. W zamian za zwolnienie pozostałych terroryści zażądali, by władze ZSRR wywarły nacisk na Syrię, by wycofała swoje wojska z północnego Libanu.Radziecki ambasador nie zamierzał bawić się w negocjacje. Wysłał szyfrogram do Moskwy i po kilku dniach w Bejrucie zjawiło się kilku niepozornych mężczyzn w towarzystwie paru komandosów Specnazu po cywilnemu. Agenci KGB przy współpracy z Syryjczykami namierzyli rodzinę szefa grupy odpowiedzialnej za uwięzienie dyplomatów, porwali jego brata i oddali go w ręce specnazowców. Ci wykastrowali delikwenta, wyłupili mu oczy, a następnie obcięli głowę. Wycięte jądra umieścili w pustych oczodołach, a do ust wsadzili penisa. Tak spreparowaną głowę zapakowali w kartonowe pudełko, wsadzili do środka kartkę z napisem „Chcemy naszych ludzi z powrotem” i postarali się, by makabryczna przesyłka dotarła tam, gdzie trzeba. Dyplomaci zostali natychmiast uwolnieni. Przez następne 20 lat nikt na Bliskim Wschodzie nie śmiał nawet krzywo spojrzeć na Rosjanina.

Reklama